Piknik świąteczny

„Związkowcy” zebrali się w niedzielę w Mellow Manor na pikniku z okazji nadchodzących świąt. Pogoda znowu nam dopisała, i przyczyniła się do miłej atmosfery spotkania. Dwudziestu siedmiu dorosłych i ośmioro dzieci bawiło się w sielskiej wiejskiej atmosferze. Nasza obecność przyciągnęła początkowo uwagę stada dorodnych krów pasących się nieopodal. Na dłuższą metę jednak nasza dyskusja o jakości nowozelandzkiej wołowiny okazała się dla nich niestrawna.

Dzięki kulinarnym talentom męskiej części naszej grupy która zajęła się grillem Krzysztofa, mielismy dużą ilość znakomicie upieczonych befsztyków i kiełbasek. Ucztę dopełniał wybór sałatek przygotowanych i przyniesionych przez głowę domu (mam oczywiście na myśli Panią domu). Jako odpowiedzialna komórka rodzinna, dawaliśmy dobry przykład młodszemu pokoleniu i nie przesadzaliśmy z ilością wypitku.

Akcent dekadencji nadał naszej uczcie wybór pysznych kiełbas w polskim stylu przywiezionych z New Plymouth, jak również znakomity domowy ajerkoniak i likier miętowy. Zasłużony członek naszego związku zamieszkały w regionie Mt Egmont przelał doświadczenie całego życia w te produkty. Mamy nadzieję że będziemy mieli jeszcze nie raz okazję kosztować te pyszności.

Dzieci bawiły sie dobrze, korzystając z okazji żeby wspinać się gdzie tylko się dało. Najmłodsi milusińscy, Maximus i Natalia próbowali umknąć przed bacznym okiem opiekunów, biegając naokoło domku pary młodej. Większość młodej grupy była jednak zdyscyplinowana, nie zanotowano też żadnych obrażeń.

Jak to często się zdarza na polskich imprezach, miał miejsce niepokojący incydent. Gość, z wyglądu – były piłkarz w kapeluszu kowbojskim – starał się wyłudzić pieniądze od uczestnikow imprezy. Rzekomo został przysłany przez Prezesa żeby pobrać składkę związkową. Angielska cześć towarzystwa dała się nabrać i zapłaciła haracz. Polska cześć zgromadzenia dała zdecydowany odpór, obiecując jednak zapłacić prawdziwemu Prezesowi. Indywiduum się w końcu zmyło, mamrocząc coś, co według małego Maximusa brzmiało jak ‚Pozywiom uwidim’.  Bez wątpienia – szpieg KGB. Niestety, wszystkie dobre rzeczy się kończą, więc po uporządkowaniu rozjechaliśmy się do domów około 6 wieczorem.